Translate

sobota, 16 maja 2026

Efemeria się zamyka. Ostatnia audycja Radia MagMa w tym składzie, 9.05.2026

Jakież to były ciekawe trzy lata! Liczne spotkania literackie, koncerty, imprezy z otwartym mikrofonem! Dobre jedzonko, napitek do sączenia przez długie minuty lub ogrzania zziębniętego gardła. Subtelny, wyciszający wystrój wnętrz. I mnóstwo ciekawych ludzi przewijających się przez lokal. To wszystko w krakowskiej kawiarni Efemeria przy ul. Karmelickiej 7, w bramie niedużej kamienicy. Prowadzi ją Katarzyna Marszałek. Prowadzi do końca maja, a co będzie potem, tego nie wie nikt. 
Z okazji zbliżającej się zmiany znani nam już dobrze z Radia MagMa Mariusz Głąb i Magdalena Zybowska postanowili zaprosić miejscowych i nie tylko literatów oraz muzyków na Ostatnią audycję w tym składzie (link do nagrania). O tym, co z tego wynikło, jak wyglądała impreza i o refleksjach związanych z Efemerią opowiem Wam tym razem. Zapraszam! 
Ostatnia audycja... rozpoczęła się w sobotę o godzinie 16. Nie będę zbytnio streszczał przebiegu spotkania, ponieważ wszystko macie do odsłuchania w linku powyżej. Przyszedłem nieco wcześniej, a na miejscu zastałem gospodynię Kasię, Mariusza i Madzię, Michała Krzywaka i kilka jeszcze innych osób. Impreza odbyła się według znanej nam już formuły Radia MagMa: hymn audycji pt. Nikt nie rodzi się poetą w wykonaniu Mariusza Iwki z Koszalina (tekst autorstwa Piotra Kocjana z Niwki); wprowadzenie Mariusza (i tworzenie na bieżąco listy występujących przez Magdę; wystąpić może każdy) i prezentacja gości audycji; koncerty zaproszonych muzyków. 
Parę słów o prowadzących: Mariusza Głąba i Magdalenę Zybowską poznałem jeszcze przy okazji Herasek w Klubie Pod Jaszczurami jesienią 2022 roku (czyli musieli już wówczas wiedzieć o lokalu przy Karmelickiej), kiedy to fotografowali przebieg spotkania (czas to na tyle odległy, że szczegółów za bardzo już nie pamiętam). Dali się poznać jako ludzie zaangażowani w to, co robią (poetycki projekt MagMa, wtedy jeszcze nie radio, wtedy udzielali się w audycjach "Pióra Feniksa"), zapaleni do działania na scenie, ciekawi nowych twarzy i głosów. A potem zaprosili do udziału w swoich spotkaniach - tych na żywo i tych w radiu (słynny Bigos, nie mylić z Bigosem-miłośnikiem szachów). Mnóstwo ludzi przewinęło się przez te imprezy, słuchowiska (ilu dokładnie, pewnie tylko Mariusz i Madzia wiedzą - albo i nie), wielu z nich zostało na dłużej. Niedługo będziemy uczestniczyć razem w kolejnych ważnych wydarzeniach. 
Wielokrotnie nawiązywałem w Efemerii kontakty z nowymi, nieznanymi mi osobami, ale tym razem było inaczej. Prawie wszyscy, którzy tego popołudnia pojawili się w kawiarni, to stali bywalcy i znajomi od dłuższego czasu. Przybyli twórcy nie tylko z Krakowa i okolic, ale też z Zagłębia Dąbrowskiego (Piotr Kocjan z Niwki), Częstochowy (Alicja Stępniewska-Nawaratne) czy też Łodzi (Marek Kubicki). Ciekawymi postaciami, które spotkałem po raz pierwszy, byli zaproszeni muzycy: Lucyna Gawlik z Dąbrowy Górniczej (a wcześniej ze Złotego Stoku, dzięki czemu łatwo udało się znaleźć wspólny temat do rozmowy w kuluarach) oraz Paweł Zygucki. 

Tutaj można odsłuchać album Rozdroże Lucyny Gawlik. Gitara, wolne tempa, opowieści o miejscach znanych autorce oraz o człowieku. Mnie się bardzo podoba. 

Jako pierwsza wystąpiła gospodyni - Kasia Marszałek. Mariusz przypomniał klimat pierwszej swojej audycji w Efemerii, która miała miejsce w styczniu 2022 roku. Zauważył, że znalazł tu z Madzią bezpieczną przystań (chociaż po drodze szyld się zmienił na własny). Szefowa opowiedziała o działalności kulturalnej lokalu: o tym, że chciała gromadzić ludzi z pozytywną, wysoką energią, dobrze nastawionych, jak my (JAK MY!) O Alicji w krainie czarów jako inspiracji dla klimatu Efemerii, wystroju jej wnętrza. Pojawiali się u niej ludzie organizujący warsztaty (z wszelkich form artystycznych, także i takich jak malowanie pierników), wernisaże, koncerty, popołudnia z grami i zabawami, wieczory poezji, spamerzy papieżową (tak, Kamil, to o Tobie!) i inne ciekawe indywidua. 
Kasia mówiła także o współpracownikach, o planach na przyszłość, o tym, jak sobie przemyślała powstanie, a potem i przekazanie w nowe ręce Efemerii. Słowem - przedstawiła się jako osoba konkretna, zmyślna, a przy tym przyjazna twórcom. I może to jest tajemnica powodzenia kawiarni przez te kilka lat.  
Potem głos zabrał organizator wielu poetyckich wydarzeń w kawiarni, czyli krakowski poeta Michał Krzywak. Stwierdził, że musiał stać za setkami spotkań w tym konkretnym miejscu, znaczy - przypadło do gustu! Podzielił się licznymi wspomnieniami, przeczytał kilka tekstów ze swojego tomiku, zapowiedział kolejny na lipiec, słowem, przyszłość mamy zapewnioną. 
A potem Mariusz wywołał mnie na scenę (można posłuchać na nagraniu od 33:45 do 43:25; prowadzący szył, a ja próbowałem wydobyć swoje teksty). Rozmawialiśmy na różne tematy: o pierwszym kontakcie z Efemerią, o tym, jak inni twórcy inspirują mnie do działania (pozdrawiam Ol-iwkę Tokarewską!), o podróżach (spiritus movens imprezy nazwał mnie przedstawicielem poezji wędrownej, zainteresowanym opisami przyrody i odkrywaniem świata) i o dalszych planach związanych ze zwiedzaniem świata i jego urokami. 
W mojej części zaprezentowałem dwa utwory. Nie miałem głowy do przygotowania programu, więc uznałem, że będę improwizował, czyli zabiorę ze sobą mojego Rycerza Floriana... i przeczytam jego fragment (najlepiej podróżniczy), a potem jeszcze coś lekkiego. I wyszło dokładnie tak, jak chciałem (czasami stabilności najbardziej potrzeba), tzn. wykorzystałem Karpatkę (36:55-37:55), a potem Mariusz zaproponował mi czytanie w duecie Dwóch niedźwiedzi (zainspirowanych rzeźbą w parku przy Reymontówce w Chlewiskach; 39:20-43:05) - i ta możliwość bardzo przypadła do gustu i mnie, i słuchaczom. Bardzo ciekawe doświadczenie. 
Atmosfera podczas tej "ostatniej audycji" była bardzo pogodna. Sala wypełniła się literatami różnej maści, a każdy dzielił się z innymi różnymi historiami. Nie wiem, czy też odnieśliście takie wrażenie, ale wyczuwało się powstanie takiej małej, swojskiej wspólnoty. Nostalgia za mijającym raczej ustępowała miejsca przekonaniu, że to jeden z etapów naszej kulturalnej przygody. Spotkamy się... może tu, za nowego gospodarza, może gdzie indziej, może w innym składzie (przecież Szymona Florczyka czy Urszulę Bauer, akurat tego wieczoru nieobecnych, poznałem nie w pierwszym, ale kolejnym rzucie spotkań literackich, z kolei kilka osób z samego początku, na czele z Karoliną Strzelczyk, już się nie pojawia), ale się spotkamy. "Ale" jest najważniejsze. 

Nie udało mi się, jak zwykle, zostać do końca i wysłuchać do końca drugiego koncertu (Pawła) oraz występów kilku znajomych poetów (Alicji Stępniewskiej-Nawaratne, Janusza Andrzeja Wieczorka czy Alicji Wedel-Grzendy), ponieważ musiałem zdążyć na pociąg. W ogóle: kiedy doszedłem na dworzec, poczułem takie zmęczenie fizyczne, jakiego nie doznałem od dawna; ledwie dowlokłem się do domu. Podczas powrotu poćwiczyłem Duolingo (prawie nic z tego nie pamiętam), potem słuchałem różnych piosenek: pamiętam z nich głównie depeszowe Only When I Lose Myself, Insight, Surrender, które regularnie lecą na finał powrotu do domu. Bardziej dla podtrzymania na jawie niż dla radości odsłuchu, choć rzeczywiście to piękne piosenki, jedne z najpiękniejszych w katalogu zespołu. 

Czas na kilka refleksji: po pierwsze, poznałem bardzo ciekawe miejsce, a wraz z nim wielu jego bywalców, z którymi spędziłem szereg pięknych wieczorów (i nie czarujmy się, czasami przyjeżdżałem nie dla nowych świetnych tekstów, które chciałem zaprezentować, ale dla towarzystwa; czasami też przeziębienia i inne takie stępiały odbiór słów i muzyki ze sceny). Wiele z tych osób wciąż bierze udział w spotkaniach. Tutaj udzielałem się długofalowo, nastawiając się bardziej na rozwój warsztatu, sposobów komunikacji niż na szybkość działania. Tu promowałem moją pierwszą książkę pt. Rycerz Florian odkrywa świat i zorganizowałem pierwsze swoje spotkanie autorskie na większą skalę (z prowadzącym wydawcą z Wydawnictwa św. Macieja Apostoła, Panem Edkiem Przebieraczem). 
Miejsce ciche, spokojne, pełne dobrej energii, która przyciągała, miękki wystrój wnętrz i zawsze uśmiechnięta, pozytywnie nastawiona do ludzi gospodyni Kasia Marszałek (tak, pamiętam też o Cecylii i o obsłudze) - która m.in. pomogła mi dowiedzieć się czegoś o nagrywaniu występów. Położone w łatwo dostępnym dla przybysza z zewnątrz miejscu, blisko Rynku, dworca, innych popularnych lokali. 
A teraz trzeba będzie się przenieść gdzie indziej (nie wiadomo, jak nastawiony do poetów i muzyków będzie kolejny gospodarz przy Karmelickiej, pewne jest jedno: aury nie udaje się nigdy przenieść jeden do jednego) i spróbować złapać tam nić porozumienia. 
Rzecz ważna: społeczność poetycka to ludzie w wieku najczęściej starszym od mojego, relatywnie niewielu jest choćby rówieśników. I, patrząc na jak się sprawy mają, nie sądzę, żeby miało się to zmienić. Za to świat się zmienia. 
Ten tekst jest pierwszym opublikowanym na blogu od dłuższego czasu. Nie dlatego, że nic się nie działo, ale dlatego, że zainteresowałem się zupełnie nowymi sprawami i nie chciałem pisać o tym, co dopiero poznaję, co może zainspirować do dalszego tworzenia lub odsunąć poezję na bok na rzecz nowych doznań. Jak to będzie, zobaczymy, na razie mam w planie dalsze kontakty z Wydawnictwem św. Macieja Apostoła w Lublińcu oraz wyprawę do Nysy. Nie chcę za dużo zdradzać, bo już się zdarzało, że z szumnych zapowiedzi wychodziło niewiele. 

W kolejną sobotę, 16 maja (edit: pisałem ten tekst wcześniej, ale ukazał się właśnie szesnastego), odbędzie się ostatni, XXXIII już, Ephemeros z Michałem Krzywakiem i Januszem Andrzejem Wieczorkiem, na którym również się pojawię. I ciąg dalszy nastąpi. 

Wszystkie fotografie mojego autorstwa: 



























Dwa niedźwiedzie. 

Dziękuję za uwagę i do poczytania! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz