Translate

poniedziałek, 1 listopada 2021

Robert czy Bobby? Mistrz czy szaleniec? Obsesje Fischera

Robert James Fischer (lub Bobby Fischer) to jeden z najwspanialszych szachistów w dziejach, jeden z zaledwie kilkunastu, którym udało się zdobyć mistrzostwo świata. Oprócz wybitnych osiągnięć sportowych znany był z tego, iż zaciekle walczył o nagrody finansowe dla najlepszych graczy w turniejach i doskonalił teorię debiutów. Jak wiele znakomitości był także bardzo trudnym człowiekiem (łagodnie mówiąc), którego biografia zawiera szereg osobliwych zagadek. Dzisiejszy mój wpis poświęcony będzie pracy Stefana Gawlikowskiego Bobby Fischer. Obsesje geniusza, w której autor zarysował sylwetkę amerykańskiego szachisty oraz samemu jej głównemu bohaterowi. Zapraszam! 
Wspomniałem we wstępie o tej popularno-naukowej biografii, ponieważ wygrałem ją kilka miesięcy temu na lokalnym turnieju i pochłonąłem jednym ciągiem. Podzielona jest na wiele krótkich, konkretnych rozdziałów poświęconych życiu, osiągnięciom oraz obsesjom amerykańskiego mistrza żydowskiego pochodzenia. Jak się wczytamy, to książka zajmie nam jedno popołudnie. Czuć lekkie pióro autora, który kilkoma krótkimi zdaniami, opisem z wplecioną weń anegdotą z łatwością kreśli fascynujący portret niezwykłego człowieka. Bez wątpienia warto przeczytać, żeby się dowiedzieć o tym, jak osobliwym pochodzeniem mógł wykazać się Fischer, na jakie aspekty gry w szachy i gry poza stołem zwracał szczególną uwagę, czym odznaczali się szachiści z ZSRR, skąd mogła wziąć się jego nienawiść do Żydów, Stanów Zjednoczonych i dlaczego koniec jego życia był tak smutny. 
Biograf nakreślił sylwetkę wybitnego szachisty w sposób porywający, a dzięki temu, że nie ma w niej specjalistycznych analiz, to można jego dzieło polecić nie tylko miłośnikom gry królewskiej, ale także amatorom prac z gatunku "historie o wielkich ludziach". Nie brakło w niej drobiazgów dodających tylko kolorytu całej opowieści (np. historia o tym, 
W celu zapoznania się z kolejami życia mistrza świata odsyłam do biografii, warto tu jednak nakreślić kilka kresek stanowiących ramy jego obrazu. Robert James Fischer przyszedł na świat 9 marca 1943 roku z matki Reginy (emigrantki z Niemiec żydowskiego pochodzenia) i ojca Paula Nemenyi, fizyka uczestniczącego m.in. w niesławnym projekcie "Manhattan" (zbudowano pierwszą bombę atomową), który osierocił go, gdy Bobby miał 9 lat. Matka, śledzona przez FBI, co odbijało się na sytuacji rodziny i zapewne wpłynęło na rozwój późniejszych zaburzeń psychicznych szachisty, wielokrotnie przeprowadzała się w poszukiwaniu zajęcia i swojego miejsca w świecie. Rodzina była uboga i może dlatego Fischer tak bardzo w późniejszym okresie dbał o kwestie finansowe, kiedy brał udział w zawodach. 
Grę w szachy poznał w wieku siedmiu lat za sprawą swojej przyrodniej siostry Joan. Stał się objawieniem amerykańskiej sceny szachowej już w wieku 13 lat, a niedługo potem zyskał reputację gracza mogącego rzucić wyzwanie plejadzie arcymistrzów ze Związku Radzieckiego, którzy dominowali wówczas w świecie (stosując nie zawsze uczciwe metody; słynne stały się np. szybkie remisy w partiach turniejowych pomiędzy tymi wybitnymi zawodnikami, którzy w ten sposób pragnęli zachować pełnię sił do walki z Fischerem. W dodatku tacy mistrzowie jak Michaił Botwinnik czy Michaił Tal mieli korzenie żydowskie (podobnie jak Amerykanin!), co potęgowało w Fischerze antysemicką obsesję; oprócz tego nienawidził Rosjan i komunistów). Był pierwszym zawodowcem w swoim kraju, żył tylko z szachów. 
W drodze na szczyt osiągnął szereg fantastycznych rezultatów: wygrał wszystkie edycje mistrzostw Stanów Zjednoczonych, w których wziął udział (w jednej z nich zdobył 11 punktów na 11 możliwych); z większością silnych przeciwników miał dodatni bilans gier; wygrał 20 partii z rzędu z graczami z najwyższej światowej półki; z tego szczytu zszedł niepokonany (aczkolwiek w bardzo dziwnych, budzących wątpliwości okolicznościach); wielokrotnie brał udział w akcjach promujących królewską grę, pisał książki, dawał pokazy, wygłaszał prelekcje, jeździł po świecie w celach promocyjnych; tu także jego zasługi są nieocenione. Mierzył się także z wieloma problemami: o koalicji radzieckich mistrzów była już mowa, w biografii znajdziecie noty o wielu innych silnych graczach z lat 60. i 70., niektórzy z nich do dzisiaj żyją; żyje też niedoszły rywal Fischera w meczu o prymat, Anatolij Karpow; wiele starć mieli z nim organizatorzy zawodów: w sprawie nagród finansowych, warunków panujących na sali gry, oświetlenia, fotografów, publiczności; jego żądania zaczęto później postrzegać jako kaprysy gwiazdy, a jego nieustępliwość, zawziętość, poczucie własnej godności i przekonanie o słuszności sprawy, o którą walczy, bardzo utrudniały porozumienie z innymi ludźmi. 
Poradził sobie z trudnościami znakomicie i, w roku 1972, pokonał w Reykjaviku, w meczu o mistrzostwo świata Rosjanina Borysa Spasskiego (który utracił po tym poparcie władz ZSRR, dla których porażka miała charakter propagandowej, politycznej klęski, gdyż szachy w czasach Stalina, Chruszczowa, Breżniewa cieszyły się ogólnoradzieckim zainteresowaniem, a kolejne zwycięstwa komunistycznych arcymistrzów dowodziły wyższości ich ojczyzny nad zgniłym, kapitalistycznym Zachodem). 
Sam mecz toczył się w gorącej atmosferze (w biografii można doczytać, jakie warunki - m.in. finansowe - stawiał organizatorom Fischer, który nie zamierzał z żadnego ustępować. Znany był z tego już wcześniej, więc wyrobił sobie opinię gracza zaciekle walczącego o nagrody dla niezbyt docenianych do jego czasów szachistów, ale z drugiej strony wielu uważało go za człowieka bardzo trudnego, z którym lepiej nie mieć do czynienia. Niektórzy z działaczy rewanżowali się Amerykanom stawiając samemu jeden warunek: żeby w ich drużynie nie grał zadziorny Bobby), Fischer nie pojawił się na pierwszej partii, drugą przegrał po słynnym już błędzie (dopuścił do uwięzienia swojej figury przez piony przeciwnika). Tak, to nie była zwykła gra, tutaj chodziło o kwestie polityczne, ideologiczne, o wywindowanie szachów na szczyt. I udało się, królewska gra zyskała ogromną popularność w społeczeństwie amerykańskim, znalazła się na ustach wszystkich gra, której najwybitniejsi przedstawiciele jeszcze kilkanaście lat wcześniej rezygnowali z wyjazdów na zawody międzynarodowe z powodów finansowych. 
Spassky był dżentelmenem i jednym z najbliższych kolegów Roberta w szachowym światku. Nie chciał wygrać meczu walkowerem, więc... przegrał go. Swoje sukcesy Bobby Fischer zawdzięczał niespotykanej wcześniej doskonałej znajomości teorii szachowej (wiadomo, że z zacięciem czytał fachową literaturę opisującą i analizującą dokonania jego wielkich poprzedników; sam także dołożył do niej swoją cegiełkę), błyskotliwości przy szachownicy (żeby wygrywać w szachy, potrzeba odwagi, odwagi, iście napoleońskiej odwagi) i temu, że zawsze walczył o zwycięstwo. 
Finałowy mecz o mistrzostwo świata z 1972 roku był... ostatnim meczem w zawodowej karierze Amerykanina, który nigdy już więcej nie rozegrał oficjalnej partii. Ponieważ organizatorzy kolejnego meczu mistrzowskiego z 1975 roku odrzucili stawiane przez Fischera warunki, ten oddał pojedynek z Anatolijem Karpowem walkowerem. Można sobie zadać pytanie: czy uznał, że osiągnął wszystko, co mógł osiągnąć, i niczego dalej już nie ma? Czy bał się panicznie przegranej? Na długie lata zniknął z życia publicznego. Wstąpił do organizacji religijnej o wątpliwej reputacji (Światowy Kościół Twórcy), której oddał pokaźną część majątku, pogłębiały się jego obsesje antysemickie (skłócił się wskutek tego m.in. z własną siostrą). Miał poważne zaburzenia psychiczne (m.in. kazał usunąć sobie plomby z zębów w obawie przed rzekomo pochodzącym stamtąd promieniowaniem szkodzącym na umysł). 
W roku 1992 rozegrał pokazowy mecz rewanżowy z Borysem Spasskim. Odbył się on w Jugosławii, obłożonej sankcjami przez USA z powodu toczącej się tam wojny. Z tego powodu Amerykanie żądali ukarania Fischera w procesie karnym i finansowo. Przez następnych kilkanaście lat uciekał przed prawem Stanów Zjednoczonych, wygłaszając przy tym nierzadko szokująco agresywne komentarze polityczne poświęcone w dużej mierze Żydom (jedną z najważniejszych dla niego prac była Mein Kampf Adolfa Hitlera). W biografii i wywiadach z ludźmi, którzy go spotykali, można poznać szczegóły ich relacji z pogrążającym się w obłędzie (chyba tak można to nazwać) byłym mistrzu świata, wciąż uważającym się za najlepszego szachistę globu, choć glob ten i środowisko szachowe dawno już stracił z oczu. 
Po wielu perturbacjach zdołał się schronić przed ścigającymi go władzami amerykańskimi na Islandii, gdzie również nie znalazł spokoju i nadal wygłaszał niezwykle agresywne, bulwersujące opinie (głównie o tym, kogo nienawidzi i jak bardzo; wywiady z nim mogą przysporzyć mu nowych wrogów już po śmierci). Tam, odmówiwszy leczenia mimo pogarszającego się stale stanu zdrowia, zmarł 17 stycznia 2008 roku wskutek niewydolności nerek. Ostatnie słowa umierającego brzmiały: "nic tak nie uzdrawia jak dotyk człowieka". Miał 64 lata. Został pochowany w Reykjaviku. Wkrótce grób odwiedził żyjący wciąż były mistrz świata, dawny rywal Fischera, Borys Spasski. I zapłakał. Jego majątek odziedziczyła poślubiona potajemnie japońska działaczka szachowa, Miyoko Watai. 
Wielki mistrz, ale i wielki dziwak. Artysta na szachownicy, człowiek, o którym Botwinnik nieco złośliwie powiedział, że "kocha szachy, bo nic innego nie umie". Garri Kasparow z kolei powiedział, że "tragedią było, że rozmiar jego osobowości [fatalny kontakt ze światem] nie współgrał z rozmiarem jego talentu [ogromnego]". Jak to zwykle bywa z podobnymi postaciami, zgasł, kiedy opuścił szczyt. I nigdy na niego już nie wrócił. Dla wielu jednak pozostał jednym z największych - lub w ogóle największym - szachistów w historii. Wciąż budzi skrajne emocje, najważniejsze w nim jednak było to, że potrafił pokazać w swoich partiach piękno królewskiej gry, zawalczyć o jej miejsce wśród liczących się sportów i zwrócić na nią uwagę całego świata. Robert James - lub Bobby - Fischer. 

I jeszcze jedna ciekawostka. Pod poniższym linkiem znajdziecie ciekawy dokument o amerykańskim mistrzu, jego drodze na szczyt, jego sukcesach i klęskach, o dotkliwym upadku (tutaj dziękuję za podesłanie filmu koledze znanemu mi z internetowej społeczności szachowej pod pseudonimem Nepol): 

A tu jeszcze jedna perełka: jedna z partii młodego, trzynastoletniego (!) Fischera z analizą znakomitego popularyzatora szachów, Krzysztofa Budrewicza - Pana Szachusia: partia prezentująca wielkie możliwości i wielkie umiejętności przyszłego mistrza świata. 

Książka: Stefan Gawlikowski, Bobby Fischer. Obsesje geniusza, Warszawa 2017, wydawnictwo The Facto, ss. 338. Wszystkie cytaty za nią. 

Zdjęcie biografii: moje. 

P. S. Już 24 listopada rozpoczyna się mecz o mistrzostwo świata w szachach pomiędzy urzędującym czempionem, Norwegiem Magnusem Carlsenem, a pretendentem, Rosjaninem Janem Niepomniaszczim. Będzie się działo! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz