Translate

wtorek, 8 marca 2022

[gościnny występ] Spływu Bytomką część druga

Dziś druga część relacji ze spływu kajakowego Przemka Grudnika Bytomką (jego są wszystkie słowa, jego autorstwa są zdjęcia). Wiem, że kolejne etapy podobnych podróży cieszą się zwykle mniejszym zainteresowaniem niż pierwszy, tym niemniej zachęcam do prześledzenia fascynujących opisów zabytków, techniki, przyrody i wijącej się rzeki. Mój kolega jest osobą, z którym przeżyłem kilka z prawdopodobnie najciekawszych przygód w moim życiu (że napomknę tylko o wyprawie do Polic, wycieczkach górskich w Beskid Żywiecki czy Beskid Wyspowy lub też do Świętokrzyskiego Parku Narodowego, o spływie Kłodnicą i o wigilii w akademiku PUM-u), mnóstwo też mieliśmy ciekawych spotkań towarzyskich. Jeszcze więcej jednak zwiedził on świata sam i również dlatego publikuję tu kolejną z jego przygód. Tym bardziej, że ma lekkie, barwne, ciekawe pióro i pobudzający wyobraźnię, naturalistyczny sposób opowiadania. Zapraszam do poczytania o spływie, pooglądania zdjęć, podzielenia się refleksjami! 

Spływ z Zabrza nie był już tak ciekawy jak ten w górnym biegu rzeki. Polecam spływać Bytomkę na raz, nie warto rozbijać tego na dwa razy. Odcinek przez Zabrze mógłby być ciekawy dla fanów historii, doszukujących się tutaj śladów dawnej hydrotechniki - wody Bytomki zasilały Kanał Sztolniowy, który w XIX wieku był połączeniem Kanału Kłodnickiego z Główną Kluczową Sztolnią dziedziczną, którymi transportowano węgiel do Odry. Obecnie jednak Kanał Sztolniowy jest zasypany, nie znalazłem żadnych pozostałości po dawnej żegludze.

W niedzielne południe 20.02 zebrałem kajak i pojechałem tramwajem do centrum Zabrza. Polska była wtedy pod wpływem orkanów Dudley i Eunice, wiały bardzo silne wiatry, padał na przemian deszcz ze śniegiem. Po 12:00 miało być okno pogodowe. Po ustaleniach z małżonką co robimy z dniem, dostałem zielone światło, żeby płynąć. Wysiadłem z tramwaju w centrum i skierowałem kroki na Plac Traugutta, gdzie zakończyłem spływ przed tygodniem. Przeszedłszy przez ok. 100-letni Park im. Poległych Bohaterów doszedłem do końca wylotu tunelu pod placem i zacząłem pompować kajak. Podczas gdy przygotowywałem się do spływu, zakończyła się msza w pobliskim kościele św. Kamila, wierni wyszli na ulicę. Wielu patrzyło się na mnie z zaciekawieniem, ale podeszła do mnie tylko dwójka dzieci zapytać czy będę płynął kajakiem. Nie zastanawiając się dałem im pompkę, żeby mogły podmuchać mi kajak, opowiedziałem im o swoim spływie przed tygodniem oraz o planach na dzisiaj. Po przygotowaniu sprzętu do spływu dzieci zapytały mnie czy mogą zrobić sobie ze mną zdjęcie. Pochwaliły mi się, że mają w swojej kolekcji wspólne zdjęcia z piłkarzami Górnika w tym z Lucasem Podolskim. Bardzo zaimponowało mi, że porównują mnie do mistrza świata w piłkę nożną i że wywarłem na ich podobnie duże wrażenie. Dałem im oczywiście przymierzyć się do kajaka. W końcu ubrałem wodery, zaształowałem bagaż i zsunąłem się na wodę.

Bytomka na zabrzańskim odcinku została zupełnie wyprostowana. Przekopanie prostego kanału w miejscu rzeki pierwotnie meandrującej zwykle zmniejsza jej długość o 2/3. Taki ciek charakteryzuje się dużą większa zmiennością przepływów. Woda ma większy spadek co wymaga często budowy jazów aby zapobiec erozji i spowolnić przepływ by rzeka nie straciła wody w okresie niżówki. W Zabrzu nie spotkałem żadnego jazu, spadek był kompensowany licznymi bystrzami. W korycie znajdowały się liczne śmieci w większej ilości niż na odcinku powyżej. Miałem problem z czytaniem wzburzonej wody, nie potrafiłem z całkowitą pewnością rozpoznać zwar powstających za podwodnymi przeszkodami. Mogło to skutkować kilkukrotną kabiną tym bardziej, że postanowiłem płynąć bez płetwy mieczowej. Ten odcinek wymagał dużego skupienia, ewentualna pomyłka byłaby bardzo brzemienna w skutkach. Temperatura powierza wynosiła zaledwie 4 stopnie na plusie. Z uwagi na niskie ciśnienie atmosferyczne nieprzyjemny zapach wody był wyczuwalny nieco bardziej niż przed tygodniem, ale szybko zaadaptowałem się do niego. To trochę tak jak z sekcją zwłok – krążą obiegowe opinie o niesamowitym smrodzie, ale kiedy już zacznie się w nich uczestniczyć, przywyka się do tego zapachu, przestaje on przeszkadzać i stwierdza się, że wiele żywych obiektów może pachnąć dużo gorzej.

W Zabrzu-Maciejowie Bytomka płynie przez zrewitalizowaną łąkę. Częstym drzewem które spotykam jest orzech włoski. Gatunek ten dokonuje obecnie inwazji licznych stanowisk w naszym kraju. Ma to związek głównie z jego uprawą, porzucaniem ugorów i roznoszeniem orzechów przez synantropijne ptaki krukowate. Mój 88-letni dziadek wspomina z młodości, że dawniej orzech włoski był bardzo rzadkim drzewem, w jego rodzinnej miejscowości miał go przy domu zaledwie jeden gospodarz. Dziadek z kolegami zakradali się jesienią na te orzechy. Nie to co obecna klęska urodzaju.

Nad Bytomką widzę budowane liczne nowe domy. Nie mogę zrozumieć wznoszenia budynków nad brzegami rzek. Owszem, jest to często niezabudowana przestrzeń w centrum miasta, te działki mogą być na swój sposób atrakcyjne, jednak myśl o wodzie stuletniej nie pozwalałaby mi zamieszkać w takim miejscu. Ludzka chęć panowania nad żywiołem, prostowanie i grodzenie rzeki wałami prowadzi głównie do powstania wyższej wody powodziowej. Najbardziej znamienny przykład do tej pory widziałem płynąc Wisłą z Oświęcimia do Krakowa – bliskość wałów i odgradzanie nimi pól były dla mnie gorszące. Powoduje to w głównej mierze wysoką falę powodziową w Krakowie i podmywanie Mostu Dębnickiego, który jest najniżej położony nad wodą, aby nie przesłaniał Wawelu. W Warszawie wyprostowanie i zwężenie koryta doprowadziło do przyspieszenia prądu Wisły, co przy wcześniejszym pozyskiwaniu piasku z rzeki skutkowało obniżeniem dna o ok. 2 m (tzw. Wybój warszawski) i obniżeniem poziomu wód gruntowych w całej stolicy. Wróćmy jednak do Bytomki.

Minąwszy łąkę docieram do nasypu kolejowego linii z Gliwic do Bytomia. Przepływam przez przepust, w których nie napotykam żadnych przeszkód. Dalej zrzut wody z oczyszczalni. Spotykam ochraniarza obiektu, pozdrawiamy się, płynę dalej. Płynę przez dalszy zrewitalizowany obszar. Po prawej stronie widok na tujowy żywopłot cmentarza i parafii św. Macieja. Mijam kolejny most docierając do estakad autostrady A1. Człowiek od dawna wykorzystuje doliny rzek jako ciągi komunikacyjne, łatwo zbudować drogę nad wodą, skoro wcześniej nie powstawały tam zabudowania oraz jest ku temu przestrzeń, tak jak tutaj. Zaraz za estakadą ujście największego prawego dopływu Bytomki, Potoku Rokitnickiego, który stanowił do XIX wieku granicę diecezji krakowskiej oraz wrocławskiej. Potok nie niesie wiele wody, ale po opadach ilość wystarczy do spływu. Może porwę się na niego z kajakiem w przyszłości kiedy opłynę wszystko w okolicy i znudzony będę szukał nowych wrażeń. Co ciekawe działalność górnicza wytworzyła na potoku ponor, woda na terenie Zabrza znika na pewnym odcinku pod ziemią.

Na dalszym odcinku płynę wzdłuż autostrady A1. Za mostem wzdłuż ul. Chorzowskiej już na terytorium Gliwic napotykam liczne krzaki jeżyn okrywające cały brzeg. Tutej ciekawostka botaniczna, okazuje się, że istnieje odrębny gatunek jeżyny charakterystyczny dla południa Polski i Śląska, jeżyna gliwicka, łac. rubur gliviciensis. Niestety nie jestem jeszcze takim asem, aby umieć ją rozpoznać. Odcinek między mostami wzdłuż ulic Chorzowskiej i Królewskiej tamy jest najciekawszym odcinkiem dzisiejszej trasy. Przepływam obok kilka drzew obalonych przez bobry. Co ciekawe, ścięte i zgryzane topole mają w pełni rozwinięte kotki, inaczej niż nieuszkodzone drzewa. Wyjaśnienie jest proste – drzewo przeczuwając nadchodzącą śmierć chce za wszelką cenę wydać potomstwo. W ogrodnictwie stosowany jest zabieg przewiązywania drutem drzew, które nie owocują. Powoduje to to, że roślina czując się zagrożona obficie kwitnie, chcąc się za wszelką cenę rozmnożyć. Po sezonie drut należy oczywiście poluzować. Na jednym ze ściętych drzew powstał zator z butelek, trzeba się przebić. Wśród drzew spotykam topole, brzozy, wierzby i robinie akacjowe, których bobry nie zgryzają z uwagi na twarde lub po prostu niesmaczne drewno.

Dopływam do zespołu czterech zabytkowych mostów kolejowych. Pierwszy jest nieczynny, jeśli ktoś bardzo by chciał, wydaje się on dobrym miejscem na biwak. Za mostami bardzo wartki odcinek, liczne szypoty, w pewnym momencie rzeka zakręca o 90 stopni w prawo, trzeba manewrować, za zakrętem wyerodowany brzeg, zalążek renaturyzacji rzeki. Nad okolicą górują dwa kominy ciepłowni w Gliwicach. Płyniemy nadal wzdłuż autostrady, z której widzimy znaki mówiące o zbliżaniu się do Węzła Autostradowego Sośnica. W końcu przepływam pod ulicą Królewskiej Tamy – nazwa nie ma nic wspólnego z tamą, jest to tłumaczenie z niemieckiego Damm czyli grobla, ponieważ droga prowadzona jest przez dolinę Bytomki nasypem. Widać taśmociąg węglowy z KWK Sośnica do ciepłowni w Gliwicach. Ciepłownia nie ma własnego torowiska więc nie wiem co się z nią stanie w sytuacji zamknięcia kopalni. Płynąc dalej rzeka jeszcze przyspiesza. Zagapiłem się, nie zauważyłem jednej ze zwar i przed końcem Bytomki mogłem zaliczyć wywrotkę , do czego szczęśliwie nie doszło. W końcu wpływam z impetem do Kłodnicy, która płynie tu leniwie, dużo wolniej niż Bytomka. Kojarzy mi się to ze świętej pamięci dopływami Białej Przemszy, Białą i Sztołą, które także uchodziły z dużą szybkością zasilając swojego recypienta dużą ilością wód. Nie widzę tu istotnej różnicy zabarwienia niesionej wody a różnic temperatury nie sprawdzam, bo to zima i zapewne są do siebie zbliżone. Latem lubię badać różnice w parametrach wody w połączeniach rzek – woda z dopływu jest zwykle chłodniejsza z uwagi na większe zacienienie węższej rzeki. Uzyskałem właśnie ciągłość spłynięcia kajakiem na odcinku Bytom-Krapkowice.

Pod taśmociągiem jest kładka dla pieszych, na której spotykam przechodnia, z którym wymieniam kilka miłych słów. Płynę dalej przez teren ogródków działkowych. Na następne lata włodarze Gliwic planują tutaj utworzenie zbiornika przeciwpowodziowego. Nie ma jeszcze konkluzji czy zbiornik ma być suchy czy mokry. Będzie się to wiązało z wywłaszczeniami działkowców – stąd chętnym na fali pandemicznego prosperity, nie polecam kupować ogródka działkowego w tym miejscu. Widzę liczne, nie tylko organiczne śmieci wyrzucane z działek nad wodę. Liczne zgryzy bobrowe. Spotykam bardzo liczne kwitnące leszczyny – w przeszłości męskie kwiaty zwane rzęsą (czyli te żółte kotki) stanowiły pożywienie głodowe na przednówku. Widzę pierwsze w tym roku przebiśniegi – uciekinierów z upraw w ogródkach działkowych, nie są to stanowiska naturalne. Poza tym rośnie tutaj kenofit którego nie znoszę, sumak octowiec, dokonujący właśnie inwazji naszej flory.

Dopływam do mostu w rzucie ul. Johna Baildona, bardzo ważnej postaci w historii Gliwic, budowniczego wielkiego pieca w gliwickiej odlewni, pierwszego w kontynentalnej Europie. Odlewnia znajduje się przy Kłodnicy a sam budowniczy pochowany jest nieopodal, na Cmentarzu Hutniczym. Za mostem znajduje się jeszcze kładka dla pieszych a za nią bystrze. Wzdłuż lewego brzegu rzeki znajduje się ścieżka, na której spotykam licznych spacerowiczy. Śmieszą mnie reakcje ludzi widzących mnie na wodzie. Kajakarze na Kłodnicy w Gliwicach trafiają się rzadko, od wielkiego dzwonu, no ale się trafiają. Przechodnie niby udają, że nie interesują się mną, ale robią mi zdjęcia ukradkiem. Nie mam nic przeciwko, żeby robili je oficjalnie – przecież im z wody nie naubliżam. Poza tym uważam, że nie robię niczego nadzwyczajnego. Płynę dalej w kierunku jazu, który znajduje się przede mną. Po stronie prawej mijam GZUT czyli odlewnię z wspomnianym wielkim piecem hutniczym zaprojektowaną przez Baildona, po stronie lewej park Chrobrego, dawniej Kaiser Wilhelm Park. Przed II wojną światową w parku znajdowały się baseny kąpielowe i przystań żeglarska zasilane wodami Kłodnicy. Podejrzewam, że jaz na terenie parku może mieć związek z działaniem odlewni i zasilaniem w wodę basenów w parku, ale nie znalazłem na ten temat oficjalnego potwierdzenia. Wychodzę na brzeg przed jazem. Ma on niespełna pół metra wysokości. W czerwcu 2018 roku skakałem z niego razem z kolegą na kajaku dwuosobowym. Nie polecam tego mniej doświadczonym wodniakom, jest to z pewnością prób wodny na którym można utonąć. Woduję się ponownie za jazem, z kładki jazowej patrzy na mnie kilka osób, którym pomachałem z wzajemnością. Znajduję się obecnie na odcinku Kłodnicy z tradycją kajakarską – corocznie przy okazji Igrów czyli Juwenaliów Politechniki odbywają się tutaj ‘zawody’ kajakarskie polegające na płynięciu pod prąd, do stopnia wodnego.

Płynąc dalej mijam kolejne mosty, żeby zakończyć pod mostem w rzucie ul. Dworcowej, przy ujściu rzeki Ostropki, od lat 20. XX wieku prowadzonej pod ulicami miasta 1,5-km tunelem podziemnym. Ostropka miała istotne znaczenie dla miasta w średniowieczu – jej wodami napełniana była miejska fosa. Pod mostem spotykam kloszarda, który ma tu urządzone legowisko. Nie dziwi to – zima jest w tym roku ciepła, można spać na zewnątrz i pić browary do woli. Poza tym pod mostami naprawdę dobrze się śpi, o czym wiem z wycieczek autostopem w przeszłości. Wyszedłem na brzeg i zwinąłem sprzęt zakończywszy ok. 10 km spływu. Całość zajęła mi ok. 2,5 h, ale oczywiście dałoby się spłynąć to dużo szybciej, gdybym nie robił zdjęć.

Podsumowując: górny odcinek Bytomki jest ciekawszy. Uważam, że jest to świetna rzeką na zimowy spływ dla bardziej doświadczonych kajakarzy i jestem zdumiony, że jeszcze nikt nie pochwalił się taką trasą w sieci. Bogata flora, fauna i zabytki techniki. Na koniec odpowiem jeszcze na najczęściej zadawane mi pytanie po spływie niepopularną rzeką – jak bardzo śmierdziała woda. Zimą zanieczyszczona woda raczej nie śmierdzi, nic się nie czuje poza okolicą większych jazów, w których powstaje aerozol. Bytomka jest w dechę.

Wszystkie zdjęcia autorstwa Przemka, podobnie jak cały tekst. Na pierwszej fotografii nasz bohater. 





Kilka następnych zdjęć: mosty A1, ujście Potoku Mikulczyckiego, zgryzy bobrowe i zabytkowe mosty kolejowe.


















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz